Co tam się dzieje?

wtorek, 25 sierpnia 2009

Już jakiś czas temu wrócili nasi archeolodzy z Jiyeh i Szhim, ale czekałąm na zdjęcia, żeby o tym napisać. A tu zdjęć, póki co, nie ma. Poczekam na nie jeszcze trochę, bo to w końcu czas urlopów...

A powrót z Libanu był z przygodami. Z powodu próbek starożytnej ceramiki.

Ale po kolei. Najpierw się pakowali. Dwa dni. Likwidowali bazę w Jiyeh, potem w Szhim. Ani to łatwe, ani przyjemne było. Wszystko należało poskładać tak, by w przyszłym sezonie wykopaliskowym bez trudu można było całość rozpakować.

- W Jiyeh likwidowaliśmy dwa mieszkania - opowiada dr Tomasz Waliszewski, szef misji. - Zaczęliśmy od pakowania rzeczy osobistych, żeby wszystkie te plecaki i walizki były pod ręką. Potem - ściąganie posłań, składanie materaców, zbieranie rzeczy do prania, likwidacja kuchni, pakowanie kuchenki, lodówki... To wszystko na raty przewieźliśmy do Szhim samochodami osobowymi. Po najcięższy dobytek - materace, lodówkę itd. - przyjechał wynajęty pick-up. W Szhim musieliśmy to rozładować i porozkładać po magazynach. W pakowaniu brali udział wszyscy żywi i obecni. Wyjeżdżaliśmy z Libanu na raty, grupami. Najwcześniej konserwatorzy. Kilka osób, które wyruszały jeszcze do Syrii i zostały w obozie jako ostatnie, zostało w Szhim dosłownie na gołym betonie. Razem z nimi Jarek Kret, który zamierzał jechać jeszcze do Saidy a potem do Damaszku. Imprezę pożegnalną mieliśmy na walizkach. Jednocześnie po kolei braliśmy prysznic i przebieraliśmy się w ubranka wyjazdowe, bo trzeba było jechać na lotnisko.

Na lotnisko wyjeżdżali na raty. O 1.30 byli w komplecie - cała 18-osobowa grupa. Samolot - 6.05. Ale najwyraźniej to za mało dla libańskich służb...

Dr Waliszewski: - Choć byliśmy grubo przed czasem, poczłapaliśmy w kierunku pierwszej bramki. Bo tam trzeba godzinę odstać do skanera, żeby przepuścić przeze niego wszystkie bagaże - walizy i podręczne. Skanery są cztery, ale przechodzą przez nie tysiące ludzi. To trwa, bo wyłapywane są różne trefne przedmioty. Wśród nich - oliwa. To materiał łotwopalny i nie można jej przewozić. Naszych bagaży na szczęście nie trzeba było wybebeszać, żeby ją odkładać. Ale mieliśmy masę próbek do badań archeologicznych. Zgodę na ich wywóz dał nam libański minister kultury. Celników nie zainteresowały jednak kości zwierzęce ani próbki ziemi. Te ostatnie są nam potrzebne do badania pozostałości organicznych. Wydobywaliśmy je z konkretnych warstw - sprzed 1500, 1800 i 2000 i więcej lat. Mogą nam dać informacje o florze czy o zjadanych wówczas przez ludzi roślinach. Wszystko to przeszło bez najmniejszego problemu. Celnicy zainteresowali się natomiast niewielkim pudełeczkiem z próbkami ceramiki. Tu się zaczęło. Otworzyli je, złamali pieczęcie, zaczęły się pytania, a co to, a po co, a czy to na pewno starożytne? Pewnie że starożytne, inne nie byłyby nam potrzebne. Pokazałem papiery z libańskiego Ministerstwa Kultury, zgody na wywóz. Orzekli, że muszą mieć ksero. Tylko gdzie je zrobić w środku nocy? Zlitowali się i poszli z tym do swojego biura. Wrócili po 20 minutach. Potem jeszcze dzwonili do przełożonego, czy mogą to puścić. Po kolejnych 10 minutach, decyzja: można.

Idziemy do następnego celnika, a ten mówi to samo: „Muszę mieć ksero”.

Kiedy już wreszcie przeszliśmy przez tę pierwszą kontrolę przeszliśmy na koniec hali do kolejnego stanowiska odprawy. Mieliśmy lecieć tureckimi liniami lotem 1227. Ale cały czas wyświetlany był 1229, czyli wcześniejszy - o 3.45. Kazali nam czekać, to czekaliśmy. Ludzie pokładli się spać, a ja zacząłem się denerwować, bo już zbliżała się 3.45 a na tablicy nadal się niby ten wcześniejszy lot odprawiał. Podchodzę, pytam czy będzie lot następny. „Tak. Proszę czekać” - słyszę to czekamy. Mija godzina odlotu tego pierwszego samolotu, ludzie nadal podchodzą do odprawy, robi się ich coraz więcej i więcej. O 4.30 znów się denerwuję, bo to nienaturalne, że ludzie tak spóźniają się na swój lot. Podchodzę po raz kolejny. I okazuje się, że odprawiany jest już nasz. „To dlaczego wyświetlacie cały czas nr 1229?” - pytam. Przestraszyli się, zaczęli przepraszać. Okazało się, że mieli jakąś awarię na całym lotnisku i nie zauważyli tego. Rozpętało się piekło na ziemi. Gdy powiedziałem, że lecę w grupie 18 osób, obiecali, że odprawią nas osobno. I... znów kazali czekać. Zainteresowali się nami dopiero o 5. Zdążyli odprawić kilka osób i znowu awaria systemu. Nigdy w życiu nie widziałem, by odprawa szła tak wolno. Około 6 mieliśmy jeszcze do odprawienia bagaże. Zastanawialiśmy się, czy je puszczą, bo ważyły więcej niż po 30 kg, na które mieliśmy zezwolenie. W końcu panienka, która nas odprawiała, strasznie zestresowana, puściła je bez wnikania, ile to waży i ile tego jest. Jednemu ze studentów kazała nawet lecieć bez boarding pass, czyli bez karty pokładowej. Pierwszy raz w życiu o czymś takim słyszałem. Bez problemu już przeszliśmy przez odprawę paszportową i lecimy do następnej bramki. A tam kolejna odprawa-gehenna. Bo oczywiście wszystkie próbki, kości, muszle przechodzą bez najmniejszego zainteresowania, ale nieszczęsne pudełeczko z odłamkami ceramiki znowu jest zatrzymane. Przeżywamy to samo, co na początku: nie mogą odprawić; muszą zrobić ksero; ale gdzie je zrobić; w biurze... Przyszedł wreszcie przedstawiciel tureckich linii, bo zrobiła się 6.30 i dawno powinniśmy odlecieć, a stoimy. Kiedy w końcu zrobili ksero, okazało się, że to za mało. Musiał jeszcze przyjść facet z pierwszej bramki, z drugiego końca lotniska, żeby pokazać, że to ten sam dokument, który skserowali. W końcu wpuścili nas z tym pudełeczkiem do samolotu. Odlecieliśmy chyba z 50 minutowym opóźnieniem. To wszystko jest efektem pracy dyrekcji starożytności, która uczuliła celników na wywóz ceramiki antycznej z Libanu. Padliśmy ofiarą tej wzmożonej kontroli. Bo w tej chwili celnicy nastawieni są na ceramikę. Ze Stambułu do Polski wracaliśmy już bez komplikacji. A przywiezione do Warszawy próbki będą naszym kapitałem na następne lata pracy.

Wkrótce napiszę m.in. do czego naszym archeologom potrzebne są próbki starożytnej ceramiki. Wcale nie do sklejania ich, jeśli ktoś sobie tak myśli...

08:27, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (1) »
środa, 05 sierpnia 2009

Używana była około 800 lat. Mieszkańcy Szhim magazynowali w niej wodę. Kiedy już nie była potrzebna, zamieniono ją w śmietnik.

Piszę o cysternie, którą nasi archeolodzy badali w Szhim, zbudowanej kilkaset lat przed narodzinami Chrystusa. Naukowcy znaleźli ją w poprzednim sezonie pod świątynią rzymską.

Cysterna w Szhim. Fot. Miron Bogacki

Cysterna w Szhim. Fot. Miron Bogacki

- Całą ją przekopaliśmy. Ma głębokość 7-8 metrów. Śmietnik zrobiono w niej około połowy VI wieku – opowiada dr Tomasz Waliszewski. – Najprawdopodobniej tworzony był przez ludzi z chrześcijańskiej bazyliki z V wieku. Ksiądz, sprzątając świątynię, wyrzucał do tej cysterny potłuczone lampki, ceramikę kościelną.

Lampki pochodzą z połowy VI wieku. Większość jest jednego typu. - Ale znaleźliśmy tam fragmenty trzech lampek bardzo specyficznych – dodaje dr Waliszewski. – Produkowane były od VI wieku tylko w regionie Jerozolimy. To znaczyłoby, że istniały bezpośrednie kontakty wioski Szhim z Jerozolimą. Może do księdza przyjeżdżali ludzie, którzy byli w Jerozolimie i przywozili mu te lampki, jako pamiątki. Albo on sam kilka razy był w Jerozolimie i tam sobie je kupił.

Te lampki traktowane są przez archeologów, jako specyficzny produkt z Jerozolimy, sprzedawany pielgrzymom, którzy szli do Ziemi Świętej. Nazywano je kandelabr ze świecznikiem. Dr Waliszewski: - Są specyficzne, bo mają na tyle neutralną dekorację, że mogły być dawane i chrześcijanom i żydom i poganom i później muzułmanom i nikt się nie obraził. Mogło to być traktowane po prostu, jako lampka oliwna, drzewo życia, cokolwiek.

Cysterna w Szhim. Fot. Miron Bogacki

Fot. Miron Bogacki

A co dalej z cysterną? Naukowcy dotarli już do jej dna. Może w przyszłości będzie atrakcją turystyczną? Tak jak całe starożytne Szhim.


09:00, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 lipca 2009

Dawno, dawno temu - gdzieś na początku lipca - napisałam, że w Libanie nasi archeolodzy nie tylko kopią i konserwują. Dokumentują też zabytki odkryte w kwartale mieszkalnym w Jiyeh w 1975 roku przez libańską ekipę archeologiczną. Tamte badania przerwała wojna domowa w Libanie i nigdy już do nich nie powrócono.

- Z czterech miesięcy libańskich wykopalisk pozostało 600 zabytków złożonych w magazynach Muzeum Narodowego – opowiada dr Tomasz Waliszewski. - Trafiliśmy na ich ślad natrafili dopiero trzy lata temu. I już trzeci sezon je dokumentujemy. To pozwoli nam lepiej zrozumieć to stanowisko.

Dlatego do Muzeum Narodowego w Bejrucie codziennie wyprawia się z Jiyeh kilkuosobowa grupa i zasiada tam do rysowania i fotografowania zabytków. Są wśród nich monety, przedmioty metalowe, kandelabry, fragmenty zamków do drzwi, zawiasów, narzędzi. Dr Waliszewski: - Wszystko to Libańczycy znaleźli w latach 70. w pomieszczeniach mieszkalnych, w tych samych pokojach, które teraz badamy i które dlatego są teraz puste. Zbadanie tych przedmiotów jest ekstremalnie ważne.

W skład „ekipy dokumentacyjnej” wchodzą: Agnieszka Szulc-Kajak, Magdalena Makowska i Angelika Dłuska. Fotografują zabytki Bartosz Wójcik i Tomasz Wojtczak.

Oto, co o tych pracach napisała mi Agnieszka Szulc-Kajak. Jest na zdjęciu niżej podczas dokumentowania zabytków w Bejrucie. Hm, trochę się odwróciła. ;)

Agnieszka Szulc-Kajak podczas dokumentowania zabytków w piwnicy Muzeum Narodowego w Bejrucie

„Mamy do zadokumentowania w sumie kilkaset obiektów. Zabytki metalowe są grupą bardzo różnorodną, dzięki czemu pozwalają lepiej poznać i zrozumieć wiele aspektów życia mieszkańców antycznego miasteczka. Są to narzędzia, między innymi związane z rybołówstwem, fragmenty wag, naczynia, lichtarze, ozdoby, dekoracje ubrań, okucia i zawiasy czy zamki.

Wbrew pozorom również tak pospolite przedmioty jak gwoździe mogą dostarczyć istotnych informacji. Jeżeli na przykład są intencjonalnie zagięte możemy zmierzyć grubość drewnianej belki, w którą były wbite, mimo że ta się nie zachowała.

Zabytki te zgromadzone są w dwóch miejscach - w magazynie Muzeum Narodowego ulokowanym pod siedzibą Departamentu Starożytności w Bejrucie oraz w muzeum w Beiteddine. Z punktu widzenia ekipy pracującej w tych miejscach ma to dość istotne znaczenie. Do Bejrutu dojeżdżamy z Jiyeh, pokonanie tej trasy i przedarcie się przez poranny korek w stolicy zajmuje około półtorej godziny, powrót jeszcze więcej, a temperatura w autobusie gwarantuje nam darmową saunę. Ze względów bezpieczeństwa zabytki, nad którymi pracujemy nie mogą być wynoszone poza miejsce ich przechowywania, a tak się składa, że jest to duszna piwnica, oddzielona od reszty budynku metalową kratą…

W poniedziałek wraz z rysowniczkami i konserwatorką Magdaleną Szewczyk przybyłyśmy do drugiego muzeum. Beiteddine to urocze górskie miasteczko znane z pięknego pałacu. To właśnie w nim mieści się muzeum i przestronny magazyn, którego okno wychodzi na dziedziniec. Bardzo przyjemna odmiana. Tym bardziej, że na czas pracy, dzięki uprzejmości kustosza muzeum, zamieszkałyśmy w pokoju gościnnym, na pierwszym piętrze tego zabytkowego budynku, z okien i tarasu mamy widok na cały pałac i góry.

Muzeum w Beiteddine

Muzeum w Beiteddine

Ale to nie wszystko - właśnie trwa tu coroczny festiwal. Co kilka dni na dziedzińcu, czyli dokładnie pod naszymi oknami, odbywają się koncerty. Mieliśmy przyjemność posłuchać np. jazzowej artystki Madeleine Peyroux.”

Zdjęcia: Bartek Wójcik

23:54, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lipca 2009

Naukowa ekipa w Jiyeh z pełną powagą poszukuje nie tylko śladów i artefaktów z przeszłości, ale też muszli ślimaków. Do czego im są potrzebne?

W jednej z pierwszych notek pisałam już, że antyczna nazwa dzisiejszego Jiyeh to Porfirejon. Od barwnika - purpury. Naukowcy twierdzą jednak, że to na razie tylko poszlaka. Bo jeśli Jiyeh było Porfirejonem to powinni tam znaleźć warsztaty produkcji purpury no i dużo muszli ślimaków. A póki co mają ich tylko kilka. To zdecydowanie za mało, ale nie tracą nadziei, że znajdą więcej.

Na razie od Bartka Wójcika dostałam całą garść bardzo fajnych informacji o produkcji purpury i zdjęcia muszelek znalezionych przez archeologów podczas sondażu w pomieszczeniach kwartału mieszkalnego. Już je podaję.

„Przede wszystkim istotne i poszukiwane przez nas muszle nalezą do ślimaków o łacińskich nazwach: Murex Trunculus i Murex Brandaris. To z nich wytwarzano w starożytności purpurę.”

Muszla mureksa, ślimaka z którego Fenicjanie wytwarzali purpurowy barwnik

Pierwsze ślady wytwarzania purpury z mureksów zostały odkryte na Krecie w osadzie Myrtos. Trudnili się tym już w XIV wieku p.n.e. Minojczycy. Mówi o tym informacja spisana pismem linearnym B na tabliczce datowanej właśnie na czasy sprzed 3400 lat. Fenicjanie - jak pisze Bartek - rozpoczęli produkcję purpury znacznie później, bo w XI wieku p.n.e. Zajmowali się tym aż po okres rzymski, a głównymi ośrodkami produkcji purpury były Tyr i Sydon.

Ślimaki: Murex Trunculus, Murex Brandaris i Thais Haemastoma (tzw. Szkarłatnik) występują we wschodniej części Morza Śródziemnego i w Morzu Czerwonym. Są drapieżnikami. Mają gruczoł wytwarzający jad, który paraliżuje ofiarę. To z tego jadu wytwarzana była purpura.

Muszla mureksa, ślimaka z którego Fenicjanie wytwarzali purpurowy barwnik

Proces pozyskiwania „surowca” i jego „obróbkę” opisał w I wieku n.e. Pliniusz Starszy w swojej „Historii naturalnej” (kto jest bardziej wrażliwy niech pominie cztery następne zdania, bo są trochę... odrażające). Według niego ślimaki odławiano z początkiem wiosny, kiedy już złożyły ikrę. Nie tylko dla ochrony gatunku, ale też dlatego, że wtedy miały najwięcej barwnika. Duże okazy były rozcinane i wycinano im gruczoł. Małe były rozgniatane wraz z muszlami. Powstawał matowy biały sok, który solono i zostawiano na trzy dni. Potem wszystko zalewano wodą i gotowano. Uwarzony roztwór - żółto-niebieski - ponownie zostawiano w spokoju - tym razem na dziesięć dni. A w tym czasie szykowano przędzę. Bo nici do farbowania musiały być wyprane. Farbowano je mocząc kolejno w dwóch kadziach. W pierwszej farba była słabsza, w drugiej mocniejsza. Potem przędzę dokładnie odsączano, bo barwnik nadawał się do powtórnego wykorzystania.

Efekty farbowania widoczne były dopiero po wysuszeniu nici. Podczas suszenia następował bowiem proces utleniania, podczas którego barwnik zmieniał kolor na fioletowy i ciemnopurpurowy.

Austriacki chemik P. Friedlander w 1909 roku otrzymał purpurę postępując według receptury spisanej przez Pliniusza. „Uzyskał 1,5 grama barwnika z 12 tys. ślimaków. Farbując tkaninę ściśle przestrzegał zaleceń stosując ok. 3 kg roztworu wody i barwnika na każdy kilogram tkaniny.” - napisał Bartek i dorzucił kilka następujących ciekawostek.

Na przykład w edykcie Dioklecjana o cenach maksymalnych wymienionych jest 21 rodzajów tkanin i szat purpurowych. Purpurowa szata jedwabna jest w nim wymieniona jako najdroższy towar - kosztowała 150 tys. denarów. Znacznie tańsza była szata wełniana - 32 tys. denarów. I dla porównania zarobki: dniówka robotnika - 25 denarów, a nauczyciel greki i łaciny zarabiał miesięcznie 200 denarów od ucznia.

Handel purpurą i purpurowymi tkaninami był bardzo intratny. W okresie rzymskim kupcy sprzedawali je do Arabii, Indii i Chin.

15:27, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 lipca 2009

W pomieszczeniu nr 20 archeolodzy znaleźli kilka podłóg i warstw zasypiskowych z różnych okresów. Co to znaczy? Czego szukają?

Kiedy w poprzednim sezonie archeolodzy odkrywali zabudowania kwartału mieszkalnego, sporządzili plan. Zaznaczyli na nim 70 pomieszczeń z okresów rzymskiego i bizantyjskiego. Spośród nich wybrali teraz trzy pomieszczenia o numerach: 4, 20 i 44 do prowadzenia w nich sondaży.

- Są dla nas ważne, bo opowiadają historię nieznaną – powiedział mi dr Tomasz Waliszewski. - Po pierwsze, dlatego że stanowisk archeologicznych w miarę dobrze zachowanych na wybrzeżu libańskim nie ma. Zostały zniszczone. Po drugie, jeśli coś było kopane, to nie było opublikowane. Dlatego robimy wszystko od nowa. W tym roku interesuje nas zagłębienie się w czasie na tym stanowisku. Zaglądamy pod podłogi tych domów rzymsko-bizantyjskich, bo pod spodem jest wcześniejsza historia. Znajdujemy tam ślady użytkowania z osadnictwa z czasów hellenistycznych i perskich. Dawniej mówiło się o Jiyeh-Porfirejon tylko jako o osadzie rzymsko-bizantyjskiej. Sięgaliśmy maksymalnie do okolic I wieku p.n.e. A teraz możemy spokojnie przyznawać się do XI wieku p.n.e., czyli wczesnej epoki żelaza.

Dowody na cofnięcie historii stanowiska przynajmniej o 1000 lat archeolodzy znaleźli w pomieszczeniu 44. Pisałam o tym w czwartek. Dziś będzie krótkie story o pomieszczeniu nr 20.

W nim także widać, że mury domostw rzymskich, użytkowanych jeszcze w czasach bizantyjskich, były stawiane na murach wcześniejszych, co najmniej hellenistycznych.

Dr Tomasz Waliszewski wizytuje prace sondażowe w pomieszczeniu nr 20

Dr Tomasz Waliszewski wizytuje prace sondażowe w pomieszczeniu nr 20. Fot. Bartek Wójcik

Dr Waliszewski opowiada: W pomieszczeniu 20, gdy patrzy się na wszystkie nawarstwienia od góry, to na samym wierzchu widać podłogę zrobioną z płyt kamiennych. Zdjęliśmy jej część i pod nią ukazała się wcześniejsza. Z wylewki wapiennej. Taka zwykła, wylana na otoczaki kamienne. Zbadaliśmy skorupy ceramiczne, które były między tymi podłogami. Okazało się, że jesteśmy w warstwie z V, a nawet VI wieku. To znaczy, że kamienna podłoga została ułożona około VI wieku, a wcześniejsza - przed V-VI wiekiem. Gdy schodzimy niżej znowu natrafiamy na grubą warstwę zasypiskową.

W niej - jak napisał Mariusz Gwiazda - dużo było ceramiki, kości zwierzęcych i szkła. Ta warstwa została wyraźnie zwieziona z jakiegoś pobliskiego śmietniska. - Dlatego znajdujemy ceramikę, która jest zarówno z III wieku p.n.e., jak i z IV wieku n.e.  To 700 lat przestrzeni czasowej – dodaje dr Waliszewski.

Mariusz Gwiazda przy sondazu w pomieszczeniu 20. Fot. Bartek Wójcik

Mariusz Gwiazda przy sondazu w pomieszczeniu 20. Fot. Bartek Wójcik

Według niego, chodziło o stworzenie warstwy izolacyjnej: - Mieszkańcy wioski zaczęli prace na poziomie podłogi, która istniała tam wcześniej. Prawdopodobnie w IV wieku n.e., czy rzeczywiście, dowiemy się, gdy dotrzemy do niej. Dziś trudno powiedzieć, dlaczego potrzebne było wówczas podniesienie poziomu podłogi w tym domu aż o 1,5 metra. Może dlatego że w sąsiedniej uliczce dokonano podobnych zmian. Stąd wzięła się tu ziemia ze różnymi śmieciami.

Naukowcy chcą zbadać historię tego pomieszczenia aż do samej skały. Chcą wyjąć z niego wszystko to, co zostało tam ułożone jak w torcie przez około 1500-1600 lat. Bo – jak przypuszczają – tyle czasu trwała tam kumulacja różnych śmieci.

W śmieciach były różności: kości zwierzęce, szkło, niewielkie fragmenty brązu i kilka tysięcy skorup z okresu od III w. pn.e. do IV wieku n.e. Wszystko to pozwala im datować zasyp na okres późnorzymski.

Ciekawym znaleziskiem są też ślimacze muszle. Ale o tym – w następnym wpisie. Czekam na ich zdjęcia.

11:53, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »

Ale nie z powodu prac wykopaliskowych tylko pogody. Gorąco, duszno i bardzo wilgotno jest w Jiyeh. Trudno się w takich warunkach pracuje.

Dr Tomasz Waliszewski opowiada: - Przez ostatnich kilka dni rano budziła się w nas nadzieja. Niebo nad morzem zaciągało się chmurami, zanosiło się wręcz na deszcz, a potem po paru godzinach chmury znikały, zostawało tylko słońce i robił się żar. Temperatura jest trochę niższa, 32 stopnie, ale marna to pociecha, gdy nie ma wiatru od morza. Duchota i wilgotność mocno dają się we znaki.

Właśnie przygotowuję info o sondażu w pomieszczeniu nr 20. Za jakąś godzinę go opublikuję.

10:17, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 lipca 2009

Archeolodzy w Jiyeh prowadzą prace sondażowe. Chcą poznać chronologię tego miejsca. Żeby jednak dowiedzieć się czegokolwiek, musieli przekopać się przez warstwy śmieci – współczesnych i antycznych

W notce o Jiyeh, czyli dawnym Porfirejonie, pisałam już, że jest tam bazylika bizantyjska i kwartał mieszkalny z okresu rzymskiego. Ale nic nie wiadomo o początkach osady. Kto ją założył, jaki zajmowała teren, jak wyglądała?

Bartek Wójcik w najnowszej porcji informacji z Jiyeh przypomina, że w zeszłym roku podczas sondażu w południowej części kwartału mieszkalnego została znaleziona ceramika z przełomu epoki brązu i żelaza.

Tegoroczne sondaże mają zweryfikować te ubiegłoroczne.

Karol Juchniewicz

Karol Juchniewicz podczas prac sondażowych w pomieszczeniu nr 44

Badania prowadzone są w dwóch pomieszczeniach: nr 44 (prowadzi je Karol Juchniewicz) i nr 20 (Mariusz Gwiazda). Dziś napiszę o tym pierwszym, bo do drugiego potrzebne mi są dodatkowe informacje.

Sondaz w pomieszczeniu nr 44. Studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik odczyszczają wykop

Sondaż w pomieszczeniu nr 44. Studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik odczyszczają wykop

Obawiam się, że w obu miejscach - przynajmniej w początkowej fazie - nie jest to porywająca praca. Jak pisze Karol Juchniewicz, zaczyna się od sprzątania zupełnie współczesnych śmieci: gruzu, potłuczonych naczyń, plastikowych toreb, szkła. Dopiero potem robi się ciekawiej. Pojawia się kolejna „warstwa zasypiskowa”. Najwyraźniej jednak nauka posługuje się tu eufemizmem, bo i to określenie oznacza śmieci, tyle że dużo starsze, z różnych okresów, mocno przemieszane i zwiezione z innych miejsc.

Jeszcze niżej są warstwy oryginalne. Pan Karol pisze, że to „materiał ceramiczny w większości hellenistyczny jednak znaleziska późnorzymskich skorup amfor oznaczają, że jest to wciąż zasyp; najprawdopodobniej jednak antyczny”.

Pod nim jednak wreszcie jest coś: podłoga ze śladami paleniska i fragmentem kamiennej konstrukcji. „Odsłonięte fragmenty murów ukazują przynajmniej dwie fazy funkcjonowania pomieszczenia, w którym znajduje się sondaż. Mur późnorzymski został postawiony mniej więcej na linii muru pochodzącego najprawdopodobniej z czasów hellenistycznych a być może nawet wcześniejszych.”

Karolina Pawlik oczyszcza wykop

Karolina Pawlik oczyszcza wykop

To tyle na dziś. Krótko i enigmatycznie, ale kolejne prace przynoszą po prostu coraz to nowe pytania. Mam nadzieję, że wkrótce będą też odpowiedzi. A jutro  - o pomieszczeniu nr 20 i tajemniczych muszlach; jeśli uda mi się skontaktować z ekipą w Jiyeh ;)

00:21, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lipca 2009

Do Szhim dojechał trzy dni temu dr Mahmud el Tayeb z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Sudanu, ale jest Polakiem. - Jestem jak prawdziwy nomada - powiedział mi o sobie, tuż przed wyjazdem. - Co roku jedną nogą w Sudanie, a drugą w Polsce i na wykopaliskach.

Dr Mahmud el Tayeb pokieruje m.in. badaniami etnoarcheologicznymi wokół Szhim. - Chcemy sprawdzić co jest wokół wioski. Poznać architekturę, życie codzienne i posłuchać, co mówią ludzie. Znam arabski więc nie będzie z tym problemu. A ludzie naprawdę dużo wiedzą. Mamy też stare mapy. Powinny pomóc - opowiada. Bardzo żałuje, że w turyści w Libanie chcą zobaczyć Bejrut, Baalbek, dolinę Beka, świątynie i meczety. - A powinni zobaczyć także Szhim. To wspaniała wioska z kamienia, która została zniszczona przez trzęsienie ziemi. Żyli w niej bogaci ludzie. Zajmowali się rolnictwem i produkcją oliwy. Potrafili też zbudować na swoje potrzeby bogate świątynie z bardzo pięknymi mozaikami. Ich życie było bardzo dobrze zorganizowane. Zapasy wody gromadzili w kilku podziemnych cysternach. Ich domy były bardzo funkcjonalne. Bardzo podobne można było oglądać w libańskich wioskach jeszcze w latach 50. XX wieku.

Zdaniem polskich naukowców antyczną wioskę można przywrócić do życia. Można by uruchomić w niej prasy oliwne, bo wszystkie nieorganiczne jej części dobrze się zachowały. Możliwa jest też rekonstrukcja części domów. Poczynili już pewne kroki, by odkryte przez nich miejsce udostępnić turystom. Jakie? O tym napiszę wkrótce.

Nie mam najnowszych zdjęć z Szhim, więc pokażę tym razem te z poprzednich sezonów. Widać na nich jak trudna była praca przy rekonstrukcji mozaiki. Zrobił je dr Tomasz Waliszewski. Uprzedzam: zdjęcia są chronione prawami autorskimi i nie wolno ich kopiować w celu rozpowszechniania.

Rekonstrukcja mozaiki. Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Rekonstrukcja mozaiki. Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Praca w takiej pozycji do łatwych nie należy. Jak długo można wytrzymać w takiej pozycji? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Praca w takiej pozycji do łatwych nie należy. Jak długo można wytrzymać w takiej pozycji? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Może mi się uda namówićnaukowców na opowieść o tym jak rekonstruuje się mozaikę? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Może mi się uda namówićnaukowców na opowieść o tym jak rekonstruuje się mozaikę? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.


22:24, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »

Dużo. I całe szczęście. Dzięki temu światło dzienne ujrzy ponownie wspaniałe średniowieczne malowidło ze sceną Zwiastowania w kościele Mar Sarkis w Kaftun. Konserwatorzy przy pomocy architekta usunęli zasłaniające je jedno przęsło sklepienia.

W tym roku pracownicy i studenci Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie będą pracować w miejscowościach: Kaftoun, Maad i Kfar Helda. Do Libanu pojechało ich 11. Zamieszkali w miejscowości Hamat na półwyspie Chekka w północnej części Libanu. Stamtąd codziennie dojeżdżają do miejsc pracy. „Życzliwość i gotowość do pomocy mieszkańców Hamat oraz graniczącego z nim Wajar el Hajar, sprawiają, że kolejny raz wybraliśmy to miejsce na swoją siedzibę. Ta część Libanu w większości zamieszkana jest przez ludność chrześcijańską - maronitów i ortodoksów” - napisał mi w mailu dr Krzysztof Chmielewski, kierujący grupą.

Konserwatorzy planują zakończenie prac w przyklasztornym kościele ortodoksyjnym Mar Sarkis w Kaftoun, oraz w bocznej kaplicy maronickiego kościoła Mar Charbel w Maad. Natomiast rozpoczną konserwację malowideł ściennych w kościele w miejscowości Kfar Helda, w położonej w górach. Ale o tym napiszę później.

Kościół Mar Sarkis w Kaftun

Kościół Mar Sarkis w Kaftun

Dziś zatrzymamy się w Kaftun. To tam w 2004 roku nasz konserwatorski zespół odkrył w opuszczonym kościele malowidła ścienne, które skrywały się pod kilkoma warstwami tynków. „Podczas czterech organizowanych każdego lata pobytów udało się odsłonić i poddać konserwacji prawie całość zachowanych malowideł - pisze dr Chmielewski. - Pochodzą one z XIII w. i reprezentują typowy dla tradycji bizantyńskiej zespół przedstawień. W górnej części absydy widoczna jest tzw. scena Deesis - zasiadający na tronie Chrystus pomiędzy postaciami Matki Boskiej i św. Jana Chrzciciela. Na ścianach nawy głównej kościoła zachowana jest jedynie fragmentarycznie scena Komunii Apostołów a na filarach postaci świętych i proroków. W najlepszym stanie przetrwała scena Zwiastowania ale pozostawała niewidoczna z powodu jej przesłonięcia wtórnym sklepieniem.

Komunia apostołów z nawy głównej - fragment

Komunia apostołów z nawy głównej - fragment

Pierwotnie kościół w Kaftun przykryty był płaskim stropem a jego ściany w całości pokrywały malowidła. Z niewiadomych przyczyn część kościoła uległa w przeszłości zniszczeniu i wtedy strop zastąpiono niższym sklepieniem kolebkowym. Aby możliwe było podziwianie malowidła ze Zwiastowaniem z wnętrza kościoła, trzeba było rozebrać jedno przęsło sklepienia. Po wielu dyskusjach w końcu podjęto tę niełatwą decyzję. W dniach 1-3 lipca pod okiem architekta oraz polskich konserwatorów grupa wyspecjalizowanych miejscowych pracowników pomyślnie zdemontowała przęsło sklepienia. Postaci Marii oraz Archanioła Gabriela zostały w całości odsłonięte spod kamieni. Szczęśliwie udało się uniknąć dodatkowych uszkodzeń malowidła, czego ryzyko zawsze istnieje w trakcie przeprowadzania tak radykalnych zabiegów.”

Grupa Deesis - przed rozebraniem sklepienia

Grupa Deesis - przed rozebraniem sklepienia

W najbliższych tygodniach polscy konserwatorzy poddadzą ten ostatni z zachowanych fragmentów malowideł konserwacji. Potem kościołowi zostanie przywrócony płaski strop. Jesienią świątynia zostanie ponownie konsekrowana i będzie służyć mniszkom z klasztoru i wiernym. Dr. Chmielewskiego martwi jednak stan zdrowia wieloletniej przeoryszy klasztoru, Matki Antoniny. Pisze: „W  ostatnim czasie bardzo się pogorszył i przebywa ona teraz w szpitalu. Wszyscy maja nadzieję, że dane jej będzie jeszcze zobaczyć efekt kompletnej konserwacji kościoła, o co wytrwale i usilnie zabiegała przez wiele lat”.

Demontaż przęsła sklepienia

Demontaż przęsła sklepienia

Fragment sceny Zwiastowania po demontażu sklepienia

Fragment sceny Zwiastowania po demontażu sklepienia

Chrystus - detal w scenie Deesis

Chrystus - detal w scenie Deesis

Wszystkie zdjęcia: Krzysztof Chmielewski

Zdjęcia chronione są prawami autorskimi. Nie wolno ich kopiować ani rozpowszechniać bez zgody autora

00:59, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (2) »
środa, 08 lipca 2009

Dziś mam coś specjalnego. O wykopaliskach w Jiyeh napisał mi informację na bloga dr Tomasz Waliszewski, szef misji do Libanu. Poprzecinam ją trochę zdjęciami, bo widać na nich dokładniej pracującą w Jiyeh ekipę.

„Jiyeh - Porfirejon

Dlaczego zajmujemy się Jiyeh (Porfirejon)? Bo to jedyne takie miejsce, które przetrwało na wybrzeżu libańskim. Do tej pory poznano nieco archeologię grecko-rzymskiego Bejrutu albo sławnego Tyru, jednak duże osady o charakterze miejsko-wiejskim były dla archeologów nieznane. A przecież one stanowiły większość miejscowości, w których koncentrowała się ludność.

Archeolog Karol Juchniewicz i studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik na stanowisku

Archeolog Karol Juchniewicz i studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik na stanowisku. Fot. Bartosz Wójcik

Kontekst osady Porfirejon? Ni to wieś, ni to miasto, na ruchliwym wybrzeżu fenickim, w strefie wzmożonych kontaktów i wymiany, obok jednej z głównych dróg Cesarstwa Rzymskiego biegnącej m.in. przez Antiochię do Aleksandrii, wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego. Osada ta leżałą na brzegu morza, na wąskiej (około 500-700 m) równinie nadmorskiej. Jej mieszkańcy zajmowali się rolnictwem, produkcją oliwy (znaleźliśmy liczne elementy pras oliwnych), rzemiosłem (w tym produkcja ceramiki), handlem i rybołóstwem (znależliśmy haczyki, ciężarki do sieci).

Archeolog Magdalena Makowska przeprowadza dokumentację rysunkową podłogi podczas sondażu w północnej części kwartału mieszkalnego. Fot. Bartosz Wójcik

Nasze tegoroczne prace nawiązują do wyników prac poprzedniego roku. Odsłaniamy nowe pomieszczenia w kwartale mieszkalnym. Póki co, ukazały się zarysy dwóch pomieszczeń oraz kanalizacji biegnących dwiema uliczkami. Rozpoczęliśmy też dwa nowe sondaże, które już po dwóch dniach przynoszą obfity plon w postaci ceramiki z III-II w. p.n.e.

Studenci Iwona Brodzka, Iwona Janeczko, Jarosław Paszkiewicz oraz archeolodzy Szymon Lenarceyk i Zofia Kowarska w pomieszczeniach przy wschodnim murze bazyliki. Fot. Tomasz Waliszewski

Studenci Iwona Brodzka, Iwona Janeczko, Jarosław Paszkiewicz oraz archeolodzy Szymon Lenarceyk i Zofia Kowarska w pomieszczeniach przy wschodnim murze bazyliki. Fot. Tomasz Waliszewski

Wykopaliska w Jiyeh toczą się od kilku lat zaplanowanym rytmem.

W latach 2003-2004 pochłonięci byliśmy rozpoznawaniem stanowiska oraz ratowaniem jego północnej części zagrożonej zniszczeniem. To tam znajdowały się nekropola rzymska oraz bizantyjska z II-VI w. I ośrodek produkcji ceramiki użytkowej z okresu I w . p.n.e. - I w. n.e).

Godz. 6.30. Archeolog Mariusz Gwiazda jest już na stanowisku a wraz z nim miejscowi robotnicy. Fot. Tomasz Waliszewski

Godz. 6.30. Archeolog Mariusz Gwiazda jest już na stanowisku a wraz z nim miejscowi robotnicy. Fot. Tomasz Waliszewski

W 2005 roku badaliśmy bizantyjską bazylikę, jedną z największych, jeśli nie największą z dotychczas odkopanych na wybrzeżu libańskim. Ten trzynawowy kościół miał około 40 m długości i był zapewne największym budynkiem Porfirejon.

Rok 2006 to czas wojny w Libanie, który umknął nam z kalendarza działań terenowych. Były wtedy niemożliwe.

Również rok 2007 był szczególny, spędziliśmy czas na studiowaniu zabytków wydobytych w poprzednich latach. W archeologii czas taki jest niezbędny, aby uporać się z narastającą w nieubłagany sposób ogromną ilością informacji, które wymagają interpretacji, a przede wszystkim żmudnej pracy dokumentacyjnej polegającej na segregowaniu materiału, rysowaniu go, opisywaniu, fotografowaniu… Daleko w tej pracy do przygody kojarzonej zwykle z wykopaliskami, a bliżej buchalterii.

Skoro świt (6.30) przy magazynie tuż przed rozpoczęciem prac: Archeolog Urszula Wicenciak i studenci: Jarosław Paszkiewicz, Karol Ochnio, Joanna Pazio i Anna Zawadzińska (obie siedzą). Fot. Tomasz Waliszewski

Skoro świt (6.30) przy magazynie tuż przed rozpoczęciem prac: Archeolog Urszula Wicenciak i studenci: Jarosław Paszkiewicz, Karol Ochnio, Joanna Pazio i Anna Zawadzińska (obie siedzą). Fot. Tomasz Waliszewski

W roku 2008 rozpoczęliśmy badania w kwartale mieszkalnym użytkowanym w okresie rzymskim i bizantyjskim (I w. p.n.e. - VII w. n.e.) i to jemu poświęcać będziemy uwagę w najbliższym czasie.

Obszar ten o wymiarach około 40x30 m jest jedyną pozostałością po starożytnej miejscowości, która funkcjonowała na fenickim wybrzeżu dzisiejszego Libanu w czasach perskich (z grubsza w V-IV w. p.n.e., hellenistycznych (po przybyciu na te tereny Aleksandra Macedońskiego i póżniej, aż do przybycia Rzymian, czyli od końca IV w. do I w. p.n.e.), w czasach rzymskiej dominacji (I w. p.n.e. - IV w. n.e.), wreszcie w czasach bizantyjskich, które są kontynuacją poprzedniego okresu (koniec IV w. n.e. aż po przybycie wojsk islamskich w latach 634-640). Jeszcze w koncu XIX w. obszar zajmowany przez ruiny osady był z pewnością większy. Jednak szybki rozwój współczesnego osadnictwa powodował zagładę kolejnych elementów zabytkowego obszaru.

Studentki Joanna Pazio i Anna Zawadzińska doczyszczają pomieszczenia przy wschodnim murze bazyliki. Fot. Bartosz Wójcik

Studentki Joanna Pazio i Anna Zawadzińska doczyszczają pomieszczenia przy wschodnim murze bazyliki. Fot. Bartosz Wójcik

W 1975 roku przez cztery miesiące, od maja do września, na stanowisku tym pracowała libańska ekipa archeologiczna prowadzona przez Roger Saidah. Udało im się odsłonić znaczący obszar zabudowy mieszkalnej. Wybuch wojny domowej w Libanie spowodował przerwanie prac. Powróciła do nich dopiero teraz polsko-libańska misja archeologiczna Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego oraz libańskiej Generalnej Dyrekcji Starożytności, która włączona jest w struktury Ministerstwa Kultury.

Wyniki roku 2008 to odsłonięcie 70 pomieszczeń, które składają się na kilkanaście domów. Zbudowane są z lokalnego kamienia - zlepieńca piaskowego, który tworzy się na śródziemnomorskich plażach i używany był powszechnie w celach budowlanych. Domy liczą po kilka pomieszczeń na parterze, dostępnych z ulicy. Jednak więcej niż prawdopodobne jest, że były to konstrukcje posiadające przynajmniej dwie kondygnacje. W końcu Strabon pisze, że kamienice w pobliskim Sydonie czyli dzisiejszej Sajdzie liczyły w jego czasach nawet po 4-5 kondygnacji.

Innym ważnym działaniem misji w roku 2008 był sondaż odsłaniający zupełnie nową kartę dziejów wybrzeża libańskiego w tym rejonie. Wykop otwarty na skrzyżowaniu uliczek pozwolił na odsłonięcie warstw starszych od zabudowy widocznej na powierzchni, czyli pochodzącej z okresu rzymskiego i bizantyjskiego. Te wcześniejsze warstwy datowane są przez nas - na podstawie znalezionej ceramiki - na okres hellenistyczny i perski. Co więcej, na samym dnie wykopu, kiedy osiągnęliśmy już skałę, leżały fragmenty ceramiki z epoki wczesnego żelaza. Stały się one świadkiem najstarszych dziejów stanowiska, póki co. Ten jeden sondaż przesunął więc wstecz historię Jiyeh (Porfirejon) o tysiąc lat. Podobna sekwencja chronologiczna udokumentowana jest archeologicznie na niewielu stanowiskach wybrzeża libańskiego, najlepiej zapewne w pobliskim Bejrucie, który kopany był przez archeologów dopiero w toku ostatnich 10-15 lat.

Studenci Karolina Pawlik i Karol Ochnio i archeolog Karol Juchniewicz. Fot. Bartosz Wójcik

Studenci Karolina Pawlik i Karol Ochnio i archeolog Karol Juchniewicz. Fot. Bartosz Wójcik

Co będziemy robić po roku 2009? Kiedy zbadamy część mieszkalną, powrócimy zapewne do kompleksu kościelnego. Musimy dokończyć eksplorację zachodniej połowy bazyliki, w której widać ślady podziału wnętrza na część zarezerwowaną dla wiernych oraz tę dla kleru sprawującego liturgię. Czeka nas tam wielka praca, bo pozostałości bocznych pomieszczeń przylegających do kościoła (kaplic?) przysypane są kilkumetrowymi wydmami piasku.“

20:57, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2