Galeria zdjęć Jarka Kreta

sobota, 25 lipca 2009

Dziś Jarek Kret pokazuje nam archeologów w Jiyeh, czyli antycznym Porfirejonie. - To zupełnie inne miejsce niż Szhim czy Kaftun. Choć nad samym morzem, w malowniczym miejscu, to jednak trudniej je pokazać. Ruiny są tu skromne. Widać je niekiedy góra metr, półtora nad ziemią. Zwykle jednak trzeba się do nich dokopywać.

Ale i tu Jarek zarejestrował kilka czarodziejskich obrazów. Oto one:

To zdjęcie nazywam "Tomasz zadumany" - opowiada Jarek. Tak zobaczył pewnego wieczoru dr. Tomasza Waliszewskiego.

A tu Indiana Jones na wykopie. Tym żurawiem wydobywa się ziemię z miejsca pracy archeologów

Nadal na wykopie.

A tu już mniej romantyzmu. Praca na wykopie w ostrym słońcu.

Ale zakończymy po czarodziejsku. Arczi ogląda plan stanowiska.

To trzecia część Galerii Jarka Kreta. Można by spodziewać się końca, ale tak nie będzie. Jarek obiecał podesłać kolejne fotografie. A poza tym 31 lipca leci do Libanu. Znów będzie tam czarować ;).

Dziś uzupełniam jeszcze Jarkowe opowieści do zdjęć "Kret - czarodziej - w Kaftun". Za jakąś godzinkę będzie można je poczytać.

czwartek, 23 lipca 2009

Tak naprawdę to praca archeologa jest nudna i żmudna. To dłubanie w ziemi, wyszukiwanie skorup. Co w tym ciekawego, zwłaszcza na zdjęciu? Postanowiłem: nie będę fotografować "technologii" pracy tylko poszukam jakiegoś klucza., żeby pokazać w sposób ciekawy tę archeologię - mówi Jarek Kret.

Dziś zaprasza nas do oglądania Szhim. To wioska w górach, 7 km od wybrzeża, o której już pisałam w jednej z pierwszych notek. - Tam, w rzymskich ruinach starałem się sfotografować archeologów tak, by byli podobni do rzeźb, by nagle stali się fragmentami tych ruin. Pokazywałem też tzw. życie codzienne - mówi.

Jarek: - Archeolożka w ruinach rzymskiej świątyni wygląda jak jakaś antyczna rzeźba. Przed nią na kamieniu stoi kufa, czyli kosz do noszenia gruzu. Został zrobiony ze starej opony. Dziewczyna ogląda wyjęty z niego fragment. Wszystko rozjaśnia poranne słońce. To zdjęcie pokazuje archeologów w ich raju, wpisanych w rzeczywistość, którą odkrywają. Nagle stają się bohaterami tej rzeczywistości i tego miejsca. A samo miejsce - ożywa.

Z tych ruin archeolog wyłania się jak rzeźba klasyczna. Ale celowo zmieściłem w kadrze jego zeszyt z pacyfkami i tę nibykielnię, niezbędną w ekwipunku archeologa. Odgarnia się nią ziemię. Ta pacyfka jest po to, żebyśmy za daleko nie poszli w przypuszczeniach, że to może jakiś młody bóg.

Te osty są suche, ale nie martwe. Gdyby je podlać, natychmiast by ożyły. Jak stojące za nimi ruiny. Nie chciałbym tworzyć wielkich paraleli, ale przychodzi mi na myśl film nagrany przez Pink Floyd w Pompejach – wspaniały koncert. Ten zespół, nawiązując do klasycznej sztuki, motywów, ożywił Pompeje. Pokazał, że dawna sztuka żyje. Nie bał się pokazać, że jego nowoczesna rockowa muzyka, może mieć elementy klasyczne. Te osty z kolei pokazują, jak niewiele potrzeba, by przywrócić do życia martwe ruiny w Szhim. A tymi, którzy przywracają je światłu dziennemu są archeolodzy.

Jesteśmy cały czas w tej samej świątyni w Szhim. Tu w malutkim okienku - archeolożka. Wygląda jak płaskorzeźba.

A to już tak zwane życie codzienne. Tu kuchnia polowa w Szhim. Atmosfera niby wakacyjna, ale tak naprawdę warunki życia i pracy są bardzo ciężkie. Śpi się na dachu pod gigantyczną moskitierą na materacach.

Poobiednia sjesta. To czas pisania listów albo czytania książki. Oczywiście zawsze trzeba mieć pod ręką killera na robactwo. No i to radio z polską muzyką. Ciekawy sprzęt. Można z niego słuchać polskiego radia. Kilka lat temu ktoś nagrał na taśmę parę godzin zwykłych polskich audycji z muzyką i informacjami. Do tej pory puszczają to sobie.

Julka i modliszka.

I tylko modliszka, na suszącym się kostiumie kąpielowym.

A to dłoń pewnej Francuzki. Przyjechała na wykopaliskach, choć wkrótce miała rodzić. Znalazła fragment lampki oliwnej z krzyżem. Wszyscy zastanawiali się jak tę skorupkę zinterpretować. W Szhim głównie takie przedmioty się znajduje. Bo to jest grzebanie na śmietnisku. Gdy ktoś znajdzie całą lampkę oliwną, to jest to duże wydarzenie. Zwykle wykopuje się je w częściach, które trzeba sklejać. Podczas jednego z sezonów miałem szczęście. Znalazłem trzy kompletne lampki oliwne, kilka monet, i parę jakichś dziwnych haczyków. To był skarb! Wszyscy byli wściekli, że siedziałem parę tygodni i coś takiego a oni przez parę miesięcy znajdowali tylko skorupy.

środa, 22 lipca 2009

Jarka Kreta na pewno znacie. Ale raczej nie od tej strony, którą tu pokaże. Bo tym razem nie zapowie pogody. Zobaczycie, co go fascynuje i zajmuje od lat. A wkrótce także o tym poczytacie...

Jarek z wykształcenia jest egiptologiem. Nic więc dziwnego, że ma ciągoty archeologiczne. Kilka razy był z naszą ekipą na wykopaliskach w Libanie. Zrobił tam masę zdjęć. Niezwykłych. Niestety, zaliczyłam przez nie gafę i do dziś mi głupio. Kiedy dostałam paczkę fotografii z wcześniejszych misji do Jiyeh, Kaftun i Szhim, zapytałam Jarka: "Twoje?". "Nie. Moje są czarodziejskie" - odparł. Trochę mnie zatkało takie podejście do sprawy, ale potem zrozumiałam, o czym mówi. Jego zdjęcia nie dokumentują ciężkiego znoju naukowca podczas ekspedycji, nie dokumentują wykopalisk. Jest w nich coś zupełnie innego. A co mam na myśli zrozumiecie, gdy obejrzycie galerię. Całą.

Dziś otwieram jej pierwszą część. Jeszcze nie ze wszystkimi opowieściami Jarka, bez podpisów (będę je każdego dnia uzupełniać), ale już do oglądania. Trochę przeszkadzają znaki wodne, proszę jednak o wybaczenie i zrozumienie. Fotografie nie były dotąd publikowane i chronione są prawami autorskimi. Bez zgody Jarka nie wolno ich rozpowszechniać.

Pojechał Kret na wykopki i trafił na dzika i niedźwiedzia

Pojechał Kret na wykopki i dostał się między dzika i niedźwiedzia. - Zdjęcie zdecydowanie pozowane. Ale i tak je lubię - mówi Jarek. Zostało zrobione w muzeum mozaik w Beiteddine.

A teraz kościół w Kaftun. Tam od kilku lat pracują polscy konserwatorzy. Popatrzcie, jak Jarek pokazuje ich pracę...

 

Po prawej jest kościół, w którym prowadzone są prace konserwatorskie, a niżej wnętrza i wspaniałe malowidła poddawane konserwacji.

A teraz poznacie małą obsesję Jarka. Ma je na punkcie... drabin. - Uwielbiam je - przyznaje. - Zawsze bardzo dobrze mi się kojarzą. To symbol wspinania się w górę o własnych siłach. Także ta drabina pomaga naszym konserwatorom - np. wspinać się na szczyty ich umiejętności. A w głębi jest dziewczyna. Wyrwana ze swojej rzeczywistości stałą się fragmentem malowidła.

Mnóstwo tajemnicy kryje się w tym zdjęciu. Dziewczyna wykonała taki gest dłonią, który bardzo do tego malowidła pauje - mówi Jarek. - Wygląda niemal jak święta, która machnęła sobie ręką. Idealnie wpisała się w to malowidło.

Jarek: - To moment odkrycia malowidła z Matką Boską, ukrytego między dobudowanym kiedyś, obniżonym stropem a dachem. Jest jeszcze przysypane gruzem. Na tym poddaszu malowideł było więcej. Żeby zrobić to zdjęcie, musiałem wejść na dach kościoła. Jak się dobrze przyjrzeć tej fotografii to widać, że Krzysiek Chmielewski, szef warszawskich konserwatorów z ASP, wykonuje taki sam gest dłonią jak Matka Boska. Tylko że drugą ręką - jak w lustrzanym odbiciu.

- To śliczne dziewczę, które wyłoniło się z czerni i pędzelkiem poprawia coś na malowidle, jest po prostu niezwykłe. Samego fresku właściwie nie widać, ale przez to konserwatorka wygląda jakby była postacią z niego.

- Uwielbiam to zdjęcie. Ten człowiek ma szaleństwo w oczach. Widać pasję, z jaką wykonuje swoją pracę.

- To zdjęcie nazwałem „Dotknięcie anioła”. Cień ręki – właśnie anioła - wychodzi nie wiadomo skąd i styka się z ręką dziewczyny.

- To zdjęcie wyraźnie pokazuje dwie rzeczywistości: fresku i naszą. Poszarpane malowidło wyrwane z całości ściany a pod nim, w ciemności pod łukiem - konserwatorka, wyrwana z naszego świata. Obie rzeczywistości zlewają się tu w jeden obraz.

- Dwa profile: apostoła i dziewczyny. Apostoł patrzy na konserwatorkę jakby z oburzeniem. Ona spokojnie poprawia coś jego kumplowi pędzelkiem. Połączyły się tu dwa światy - jego i jej. W dodatku bardziej dynamiczną postacią zdaje się być ten apostoł. Ona jakby zastygła w oczekiwaniu na zaproszenie do jego świata. On zaś tym surowym spojrzeniem mówi jej: „Nie jestem pewien, czy mam cię tu wpuścić”.

- A tu jakby dalszy ciąg poprzedniej sceny. Profil dziewczyny wpisał się w malowidło. Czyżby apostoł wpuścił ją do swego świata?

- Chłopak w aureoli. Za swą pracę otrzymał nagrodę.

Czy ci wszyscy, jak najbardziej współcześni, ludzie nie są integralnymi elementami obrazów? Jutro więcej: Kret - czarodziej - w Szhim. I uzupełnię te zdjęcia o opowieści Jarka ;)