poniedziałek, 27 lipca 2009

Dawno, dawno temu - gdzieś na początku lipca - napisałam, że w Libanie nasi archeolodzy nie tylko kopią i konserwują. Dokumentują też zabytki odkryte w kwartale mieszkalnym w Jiyeh w 1975 roku przez libańską ekipę archeologiczną. Tamte badania przerwała wojna domowa w Libanie i nigdy już do nich nie powrócono.

- Z czterech miesięcy libańskich wykopalisk pozostało 600 zabytków złożonych w magazynach Muzeum Narodowego – opowiada dr Tomasz Waliszewski. - Trafiliśmy na ich ślad natrafili dopiero trzy lata temu. I już trzeci sezon je dokumentujemy. To pozwoli nam lepiej zrozumieć to stanowisko.

Dlatego do Muzeum Narodowego w Bejrucie codziennie wyprawia się z Jiyeh kilkuosobowa grupa i zasiada tam do rysowania i fotografowania zabytków. Są wśród nich monety, przedmioty metalowe, kandelabry, fragmenty zamków do drzwi, zawiasów, narzędzi. Dr Waliszewski: - Wszystko to Libańczycy znaleźli w latach 70. w pomieszczeniach mieszkalnych, w tych samych pokojach, które teraz badamy i które dlatego są teraz puste. Zbadanie tych przedmiotów jest ekstremalnie ważne.

W skład „ekipy dokumentacyjnej” wchodzą: Agnieszka Szulc-Kajak, Magdalena Makowska i Angelika Dłuska. Fotografują zabytki Bartosz Wójcik i Tomasz Wojtczak.

Oto, co o tych pracach napisała mi Agnieszka Szulc-Kajak. Jest na zdjęciu niżej podczas dokumentowania zabytków w Bejrucie. Hm, trochę się odwróciła. ;)

Agnieszka Szulc-Kajak podczas dokumentowania zabytków w piwnicy Muzeum Narodowego w Bejrucie

„Mamy do zadokumentowania w sumie kilkaset obiektów. Zabytki metalowe są grupą bardzo różnorodną, dzięki czemu pozwalają lepiej poznać i zrozumieć wiele aspektów życia mieszkańców antycznego miasteczka. Są to narzędzia, między innymi związane z rybołówstwem, fragmenty wag, naczynia, lichtarze, ozdoby, dekoracje ubrań, okucia i zawiasy czy zamki.

Wbrew pozorom również tak pospolite przedmioty jak gwoździe mogą dostarczyć istotnych informacji. Jeżeli na przykład są intencjonalnie zagięte możemy zmierzyć grubość drewnianej belki, w którą były wbite, mimo że ta się nie zachowała.

Zabytki te zgromadzone są w dwóch miejscach - w magazynie Muzeum Narodowego ulokowanym pod siedzibą Departamentu Starożytności w Bejrucie oraz w muzeum w Beiteddine. Z punktu widzenia ekipy pracującej w tych miejscach ma to dość istotne znaczenie. Do Bejrutu dojeżdżamy z Jiyeh, pokonanie tej trasy i przedarcie się przez poranny korek w stolicy zajmuje około półtorej godziny, powrót jeszcze więcej, a temperatura w autobusie gwarantuje nam darmową saunę. Ze względów bezpieczeństwa zabytki, nad którymi pracujemy nie mogą być wynoszone poza miejsce ich przechowywania, a tak się składa, że jest to duszna piwnica, oddzielona od reszty budynku metalową kratą…

W poniedziałek wraz z rysowniczkami i konserwatorką Magdaleną Szewczyk przybyłyśmy do drugiego muzeum. Beiteddine to urocze górskie miasteczko znane z pięknego pałacu. To właśnie w nim mieści się muzeum i przestronny magazyn, którego okno wychodzi na dziedziniec. Bardzo przyjemna odmiana. Tym bardziej, że na czas pracy, dzięki uprzejmości kustosza muzeum, zamieszkałyśmy w pokoju gościnnym, na pierwszym piętrze tego zabytkowego budynku, z okien i tarasu mamy widok na cały pałac i góry.

Muzeum w Beiteddine

Muzeum w Beiteddine

Ale to nie wszystko - właśnie trwa tu coroczny festiwal. Co kilka dni na dziedzińcu, czyli dokładnie pod naszymi oknami, odbywają się koncerty. Mieliśmy przyjemność posłuchać np. jazzowej artystki Madeleine Peyroux.”

Zdjęcia: Bartek Wójcik

23:54, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lipca 2009

Dziś Jarek Kret pokazuje nam archeologów w Jiyeh, czyli antycznym Porfirejonie. - To zupełnie inne miejsce niż Szhim czy Kaftun. Choć nad samym morzem, w malowniczym miejscu, to jednak trudniej je pokazać. Ruiny są tu skromne. Widać je niekiedy góra metr, półtora nad ziemią. Zwykle jednak trzeba się do nich dokopywać.

Ale i tu Jarek zarejestrował kilka czarodziejskich obrazów. Oto one:

To zdjęcie nazywam "Tomasz zadumany" - opowiada Jarek. Tak zobaczył pewnego wieczoru dr. Tomasza Waliszewskiego.

A tu Indiana Jones na wykopie. Tym żurawiem wydobywa się ziemię z miejsca pracy archeologów

Nadal na wykopie.

A tu już mniej romantyzmu. Praca na wykopie w ostrym słońcu.

Ale zakończymy po czarodziejsku. Arczi ogląda plan stanowiska.

To trzecia część Galerii Jarka Kreta. Można by spodziewać się końca, ale tak nie będzie. Jarek obiecał podesłać kolejne fotografie. A poza tym 31 lipca leci do Libanu. Znów będzie tam czarować ;).

Dziś uzupełniam jeszcze Jarkowe opowieści do zdjęć "Kret - czarodziej - w Kaftun". Za jakąś godzinkę będzie można je poczytać.

czwartek, 23 lipca 2009

Tak naprawdę to praca archeologa jest nudna i żmudna. To dłubanie w ziemi, wyszukiwanie skorup. Co w tym ciekawego, zwłaszcza na zdjęciu? Postanowiłem: nie będę fotografować "technologii" pracy tylko poszukam jakiegoś klucza., żeby pokazać w sposób ciekawy tę archeologię - mówi Jarek Kret.

Dziś zaprasza nas do oglądania Szhim. To wioska w górach, 7 km od wybrzeża, o której już pisałam w jednej z pierwszych notek. - Tam, w rzymskich ruinach starałem się sfotografować archeologów tak, by byli podobni do rzeźb, by nagle stali się fragmentami tych ruin. Pokazywałem też tzw. życie codzienne - mówi.

Jarek: - Archeolożka w ruinach rzymskiej świątyni wygląda jak jakaś antyczna rzeźba. Przed nią na kamieniu stoi kufa, czyli kosz do noszenia gruzu. Został zrobiony ze starej opony. Dziewczyna ogląda wyjęty z niego fragment. Wszystko rozjaśnia poranne słońce. To zdjęcie pokazuje archeologów w ich raju, wpisanych w rzeczywistość, którą odkrywają. Nagle stają się bohaterami tej rzeczywistości i tego miejsca. A samo miejsce - ożywa.

Z tych ruin archeolog wyłania się jak rzeźba klasyczna. Ale celowo zmieściłem w kadrze jego zeszyt z pacyfkami i tę nibykielnię, niezbędną w ekwipunku archeologa. Odgarnia się nią ziemię. Ta pacyfka jest po to, żebyśmy za daleko nie poszli w przypuszczeniach, że to może jakiś młody bóg.

Te osty są suche, ale nie martwe. Gdyby je podlać, natychmiast by ożyły. Jak stojące za nimi ruiny. Nie chciałbym tworzyć wielkich paraleli, ale przychodzi mi na myśl film nagrany przez Pink Floyd w Pompejach – wspaniały koncert. Ten zespół, nawiązując do klasycznej sztuki, motywów, ożywił Pompeje. Pokazał, że dawna sztuka żyje. Nie bał się pokazać, że jego nowoczesna rockowa muzyka, może mieć elementy klasyczne. Te osty z kolei pokazują, jak niewiele potrzeba, by przywrócić do życia martwe ruiny w Szhim. A tymi, którzy przywracają je światłu dziennemu są archeolodzy.

Jesteśmy cały czas w tej samej świątyni w Szhim. Tu w malutkim okienku - archeolożka. Wygląda jak płaskorzeźba.

A to już tak zwane życie codzienne. Tu kuchnia polowa w Szhim. Atmosfera niby wakacyjna, ale tak naprawdę warunki życia i pracy są bardzo ciężkie. Śpi się na dachu pod gigantyczną moskitierą na materacach.

Poobiednia sjesta. To czas pisania listów albo czytania książki. Oczywiście zawsze trzeba mieć pod ręką killera na robactwo. No i to radio z polską muzyką. Ciekawy sprzęt. Można z niego słuchać polskiego radia. Kilka lat temu ktoś nagrał na taśmę parę godzin zwykłych polskich audycji z muzyką i informacjami. Do tej pory puszczają to sobie.

Julka i modliszka.

I tylko modliszka, na suszącym się kostiumie kąpielowym.

A to dłoń pewnej Francuzki. Przyjechała na wykopaliskach, choć wkrótce miała rodzić. Znalazła fragment lampki oliwnej z krzyżem. Wszyscy zastanawiali się jak tę skorupkę zinterpretować. W Szhim głównie takie przedmioty się znajduje. Bo to jest grzebanie na śmietnisku. Gdy ktoś znajdzie całą lampkę oliwną, to jest to duże wydarzenie. Zwykle wykopuje się je w częściach, które trzeba sklejać. Podczas jednego z sezonów miałem szczęście. Znalazłem trzy kompletne lampki oliwne, kilka monet, i parę jakichś dziwnych haczyków. To był skarb! Wszyscy byli wściekli, że siedziałem parę tygodni i coś takiego a oni przez parę miesięcy znajdowali tylko skorupy.

środa, 22 lipca 2009

Jarka Kreta na pewno znacie. Ale raczej nie od tej strony, którą tu pokaże. Bo tym razem nie zapowie pogody. Zobaczycie, co go fascynuje i zajmuje od lat. A wkrótce także o tym poczytacie...

Jarek z wykształcenia jest egiptologiem. Nic więc dziwnego, że ma ciągoty archeologiczne. Kilka razy był z naszą ekipą na wykopaliskach w Libanie. Zrobił tam masę zdjęć. Niezwykłych. Niestety, zaliczyłam przez nie gafę i do dziś mi głupio. Kiedy dostałam paczkę fotografii z wcześniejszych misji do Jiyeh, Kaftun i Szhim, zapytałam Jarka: "Twoje?". "Nie. Moje są czarodziejskie" - odparł. Trochę mnie zatkało takie podejście do sprawy, ale potem zrozumiałam, o czym mówi. Jego zdjęcia nie dokumentują ciężkiego znoju naukowca podczas ekspedycji, nie dokumentują wykopalisk. Jest w nich coś zupełnie innego. A co mam na myśli zrozumiecie, gdy obejrzycie galerię. Całą.

Dziś otwieram jej pierwszą część. Jeszcze nie ze wszystkimi opowieściami Jarka, bez podpisów (będę je każdego dnia uzupełniać), ale już do oglądania. Trochę przeszkadzają znaki wodne, proszę jednak o wybaczenie i zrozumienie. Fotografie nie były dotąd publikowane i chronione są prawami autorskimi. Bez zgody Jarka nie wolno ich rozpowszechniać.

Pojechał Kret na wykopki i trafił na dzika i niedźwiedzia

Pojechał Kret na wykopki i dostał się między dzika i niedźwiedzia. - Zdjęcie zdecydowanie pozowane. Ale i tak je lubię - mówi Jarek. Zostało zrobione w muzeum mozaik w Beiteddine.

A teraz kościół w Kaftun. Tam od kilku lat pracują polscy konserwatorzy. Popatrzcie, jak Jarek pokazuje ich pracę...

 

Po prawej jest kościół, w którym prowadzone są prace konserwatorskie, a niżej wnętrza i wspaniałe malowidła poddawane konserwacji.

A teraz poznacie małą obsesję Jarka. Ma je na punkcie... drabin. - Uwielbiam je - przyznaje. - Zawsze bardzo dobrze mi się kojarzą. To symbol wspinania się w górę o własnych siłach. Także ta drabina pomaga naszym konserwatorom - np. wspinać się na szczyty ich umiejętności. A w głębi jest dziewczyna. Wyrwana ze swojej rzeczywistości stałą się fragmentem malowidła.

Mnóstwo tajemnicy kryje się w tym zdjęciu. Dziewczyna wykonała taki gest dłonią, który bardzo do tego malowidła pauje - mówi Jarek. - Wygląda niemal jak święta, która machnęła sobie ręką. Idealnie wpisała się w to malowidło.

Jarek: - To moment odkrycia malowidła z Matką Boską, ukrytego między dobudowanym kiedyś, obniżonym stropem a dachem. Jest jeszcze przysypane gruzem. Na tym poddaszu malowideł było więcej. Żeby zrobić to zdjęcie, musiałem wejść na dach kościoła. Jak się dobrze przyjrzeć tej fotografii to widać, że Krzysiek Chmielewski, szef warszawskich konserwatorów z ASP, wykonuje taki sam gest dłonią jak Matka Boska. Tylko że drugą ręką - jak w lustrzanym odbiciu.

- To śliczne dziewczę, które wyłoniło się z czerni i pędzelkiem poprawia coś na malowidle, jest po prostu niezwykłe. Samego fresku właściwie nie widać, ale przez to konserwatorka wygląda jakby była postacią z niego.

- Uwielbiam to zdjęcie. Ten człowiek ma szaleństwo w oczach. Widać pasję, z jaką wykonuje swoją pracę.

- To zdjęcie nazwałem „Dotknięcie anioła”. Cień ręki – właśnie anioła - wychodzi nie wiadomo skąd i styka się z ręką dziewczyny.

- To zdjęcie wyraźnie pokazuje dwie rzeczywistości: fresku i naszą. Poszarpane malowidło wyrwane z całości ściany a pod nim, w ciemności pod łukiem - konserwatorka, wyrwana z naszego świata. Obie rzeczywistości zlewają się tu w jeden obraz.

- Dwa profile: apostoła i dziewczyny. Apostoł patrzy na konserwatorkę jakby z oburzeniem. Ona spokojnie poprawia coś jego kumplowi pędzelkiem. Połączyły się tu dwa światy - jego i jej. W dodatku bardziej dynamiczną postacią zdaje się być ten apostoł. Ona jakby zastygła w oczekiwaniu na zaproszenie do jego świata. On zaś tym surowym spojrzeniem mówi jej: „Nie jestem pewien, czy mam cię tu wpuścić”.

- A tu jakby dalszy ciąg poprzedniej sceny. Profil dziewczyny wpisał się w malowidło. Czyżby apostoł wpuścił ją do swego świata?

- Chłopak w aureoli. Za swą pracę otrzymał nagrodę.

Czy ci wszyscy, jak najbardziej współcześni, ludzie nie są integralnymi elementami obrazów? Jutro więcej: Kret - czarodziej - w Szhim. I uzupełnię te zdjęcia o opowieści Jarka ;)

niedziela, 19 lipca 2009

Naukowa ekipa w Jiyeh z pełną powagą poszukuje nie tylko śladów i artefaktów z przeszłości, ale też muszli ślimaków. Do czego im są potrzebne?

W jednej z pierwszych notek pisałam już, że antyczna nazwa dzisiejszego Jiyeh to Porfirejon. Od barwnika - purpury. Naukowcy twierdzą jednak, że to na razie tylko poszlaka. Bo jeśli Jiyeh było Porfirejonem to powinni tam znaleźć warsztaty produkcji purpury no i dużo muszli ślimaków. A póki co mają ich tylko kilka. To zdecydowanie za mało, ale nie tracą nadziei, że znajdą więcej.

Na razie od Bartka Wójcika dostałam całą garść bardzo fajnych informacji o produkcji purpury i zdjęcia muszelek znalezionych przez archeologów podczas sondażu w pomieszczeniach kwartału mieszkalnego. Już je podaję.

„Przede wszystkim istotne i poszukiwane przez nas muszle nalezą do ślimaków o łacińskich nazwach: Murex Trunculus i Murex Brandaris. To z nich wytwarzano w starożytności purpurę.”

Muszla mureksa, ślimaka z którego Fenicjanie wytwarzali purpurowy barwnik

Pierwsze ślady wytwarzania purpury z mureksów zostały odkryte na Krecie w osadzie Myrtos. Trudnili się tym już w XIV wieku p.n.e. Minojczycy. Mówi o tym informacja spisana pismem linearnym B na tabliczce datowanej właśnie na czasy sprzed 3400 lat. Fenicjanie - jak pisze Bartek - rozpoczęli produkcję purpury znacznie później, bo w XI wieku p.n.e. Zajmowali się tym aż po okres rzymski, a głównymi ośrodkami produkcji purpury były Tyr i Sydon.

Ślimaki: Murex Trunculus, Murex Brandaris i Thais Haemastoma (tzw. Szkarłatnik) występują we wschodniej części Morza Śródziemnego i w Morzu Czerwonym. Są drapieżnikami. Mają gruczoł wytwarzający jad, który paraliżuje ofiarę. To z tego jadu wytwarzana była purpura.

Muszla mureksa, ślimaka z którego Fenicjanie wytwarzali purpurowy barwnik

Proces pozyskiwania „surowca” i jego „obróbkę” opisał w I wieku n.e. Pliniusz Starszy w swojej „Historii naturalnej” (kto jest bardziej wrażliwy niech pominie cztery następne zdania, bo są trochę... odrażające). Według niego ślimaki odławiano z początkiem wiosny, kiedy już złożyły ikrę. Nie tylko dla ochrony gatunku, ale też dlatego, że wtedy miały najwięcej barwnika. Duże okazy były rozcinane i wycinano im gruczoł. Małe były rozgniatane wraz z muszlami. Powstawał matowy biały sok, który solono i zostawiano na trzy dni. Potem wszystko zalewano wodą i gotowano. Uwarzony roztwór - żółto-niebieski - ponownie zostawiano w spokoju - tym razem na dziesięć dni. A w tym czasie szykowano przędzę. Bo nici do farbowania musiały być wyprane. Farbowano je mocząc kolejno w dwóch kadziach. W pierwszej farba była słabsza, w drugiej mocniejsza. Potem przędzę dokładnie odsączano, bo barwnik nadawał się do powtórnego wykorzystania.

Efekty farbowania widoczne były dopiero po wysuszeniu nici. Podczas suszenia następował bowiem proces utleniania, podczas którego barwnik zmieniał kolor na fioletowy i ciemnopurpurowy.

Austriacki chemik P. Friedlander w 1909 roku otrzymał purpurę postępując według receptury spisanej przez Pliniusza. „Uzyskał 1,5 grama barwnika z 12 tys. ślimaków. Farbując tkaninę ściśle przestrzegał zaleceń stosując ok. 3 kg roztworu wody i barwnika na każdy kilogram tkaniny.” - napisał Bartek i dorzucił kilka następujących ciekawostek.

Na przykład w edykcie Dioklecjana o cenach maksymalnych wymienionych jest 21 rodzajów tkanin i szat purpurowych. Purpurowa szata jedwabna jest w nim wymieniona jako najdroższy towar - kosztowała 150 tys. denarów. Znacznie tańsza była szata wełniana - 32 tys. denarów. I dla porównania zarobki: dniówka robotnika - 25 denarów, a nauczyciel greki i łaciny zarabiał miesięcznie 200 denarów od ucznia.

Handel purpurą i purpurowymi tkaninami był bardzo intratny. W okresie rzymskim kupcy sprzedawali je do Arabii, Indii i Chin.

15:27, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 lipca 2009

W pomieszczeniu nr 20 archeolodzy znaleźli kilka podłóg i warstw zasypiskowych z różnych okresów. Co to znaczy? Czego szukają?

Kiedy w poprzednim sezonie archeolodzy odkrywali zabudowania kwartału mieszkalnego, sporządzili plan. Zaznaczyli na nim 70 pomieszczeń z okresów rzymskiego i bizantyjskiego. Spośród nich wybrali teraz trzy pomieszczenia o numerach: 4, 20 i 44 do prowadzenia w nich sondaży.

- Są dla nas ważne, bo opowiadają historię nieznaną – powiedział mi dr Tomasz Waliszewski. - Po pierwsze, dlatego że stanowisk archeologicznych w miarę dobrze zachowanych na wybrzeżu libańskim nie ma. Zostały zniszczone. Po drugie, jeśli coś było kopane, to nie było opublikowane. Dlatego robimy wszystko od nowa. W tym roku interesuje nas zagłębienie się w czasie na tym stanowisku. Zaglądamy pod podłogi tych domów rzymsko-bizantyjskich, bo pod spodem jest wcześniejsza historia. Znajdujemy tam ślady użytkowania z osadnictwa z czasów hellenistycznych i perskich. Dawniej mówiło się o Jiyeh-Porfirejon tylko jako o osadzie rzymsko-bizantyjskiej. Sięgaliśmy maksymalnie do okolic I wieku p.n.e. A teraz możemy spokojnie przyznawać się do XI wieku p.n.e., czyli wczesnej epoki żelaza.

Dowody na cofnięcie historii stanowiska przynajmniej o 1000 lat archeolodzy znaleźli w pomieszczeniu 44. Pisałam o tym w czwartek. Dziś będzie krótkie story o pomieszczeniu nr 20.

W nim także widać, że mury domostw rzymskich, użytkowanych jeszcze w czasach bizantyjskich, były stawiane na murach wcześniejszych, co najmniej hellenistycznych.

Dr Tomasz Waliszewski wizytuje prace sondażowe w pomieszczeniu nr 20

Dr Tomasz Waliszewski wizytuje prace sondażowe w pomieszczeniu nr 20. Fot. Bartek Wójcik

Dr Waliszewski opowiada: W pomieszczeniu 20, gdy patrzy się na wszystkie nawarstwienia od góry, to na samym wierzchu widać podłogę zrobioną z płyt kamiennych. Zdjęliśmy jej część i pod nią ukazała się wcześniejsza. Z wylewki wapiennej. Taka zwykła, wylana na otoczaki kamienne. Zbadaliśmy skorupy ceramiczne, które były między tymi podłogami. Okazało się, że jesteśmy w warstwie z V, a nawet VI wieku. To znaczy, że kamienna podłoga została ułożona około VI wieku, a wcześniejsza - przed V-VI wiekiem. Gdy schodzimy niżej znowu natrafiamy na grubą warstwę zasypiskową.

W niej - jak napisał Mariusz Gwiazda - dużo było ceramiki, kości zwierzęcych i szkła. Ta warstwa została wyraźnie zwieziona z jakiegoś pobliskiego śmietniska. - Dlatego znajdujemy ceramikę, która jest zarówno z III wieku p.n.e., jak i z IV wieku n.e.  To 700 lat przestrzeni czasowej – dodaje dr Waliszewski.

Mariusz Gwiazda przy sondazu w pomieszczeniu 20. Fot. Bartek Wójcik

Mariusz Gwiazda przy sondazu w pomieszczeniu 20. Fot. Bartek Wójcik

Według niego, chodziło o stworzenie warstwy izolacyjnej: - Mieszkańcy wioski zaczęli prace na poziomie podłogi, która istniała tam wcześniej. Prawdopodobnie w IV wieku n.e., czy rzeczywiście, dowiemy się, gdy dotrzemy do niej. Dziś trudno powiedzieć, dlaczego potrzebne było wówczas podniesienie poziomu podłogi w tym domu aż o 1,5 metra. Może dlatego że w sąsiedniej uliczce dokonano podobnych zmian. Stąd wzięła się tu ziemia ze różnymi śmieciami.

Naukowcy chcą zbadać historię tego pomieszczenia aż do samej skały. Chcą wyjąć z niego wszystko to, co zostało tam ułożone jak w torcie przez około 1500-1600 lat. Bo – jak przypuszczają – tyle czasu trwała tam kumulacja różnych śmieci.

W śmieciach były różności: kości zwierzęce, szkło, niewielkie fragmenty brązu i kilka tysięcy skorup z okresu od III w. pn.e. do IV wieku n.e. Wszystko to pozwala im datować zasyp na okres późnorzymski.

Ciekawym znaleziskiem są też ślimacze muszle. Ale o tym – w następnym wpisie. Czekam na ich zdjęcia.

11:53, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »

Ale nie z powodu prac wykopaliskowych tylko pogody. Gorąco, duszno i bardzo wilgotno jest w Jiyeh. Trudno się w takich warunkach pracuje.

Dr Tomasz Waliszewski opowiada: - Przez ostatnich kilka dni rano budziła się w nas nadzieja. Niebo nad morzem zaciągało się chmurami, zanosiło się wręcz na deszcz, a potem po paru godzinach chmury znikały, zostawało tylko słońce i robił się żar. Temperatura jest trochę niższa, 32 stopnie, ale marna to pociecha, gdy nie ma wiatru od morza. Duchota i wilgotność mocno dają się we znaki.

Właśnie przygotowuję info o sondażu w pomieszczeniu nr 20. Za jakąś godzinę go opublikuję.

10:17, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 lipca 2009

Archeolodzy w Jiyeh prowadzą prace sondażowe. Chcą poznać chronologię tego miejsca. Żeby jednak dowiedzieć się czegokolwiek, musieli przekopać się przez warstwy śmieci – współczesnych i antycznych

W notce o Jiyeh, czyli dawnym Porfirejonie, pisałam już, że jest tam bazylika bizantyjska i kwartał mieszkalny z okresu rzymskiego. Ale nic nie wiadomo o początkach osady. Kto ją założył, jaki zajmowała teren, jak wyglądała?

Bartek Wójcik w najnowszej porcji informacji z Jiyeh przypomina, że w zeszłym roku podczas sondażu w południowej części kwartału mieszkalnego została znaleziona ceramika z przełomu epoki brązu i żelaza.

Tegoroczne sondaże mają zweryfikować te ubiegłoroczne.

Karol Juchniewicz

Karol Juchniewicz podczas prac sondażowych w pomieszczeniu nr 44

Badania prowadzone są w dwóch pomieszczeniach: nr 44 (prowadzi je Karol Juchniewicz) i nr 20 (Mariusz Gwiazda). Dziś napiszę o tym pierwszym, bo do drugiego potrzebne mi są dodatkowe informacje.

Sondaz w pomieszczeniu nr 44. Studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik odczyszczają wykop

Sondaż w pomieszczeniu nr 44. Studenci Karol Ochnio i Karolina Pawlik odczyszczają wykop

Obawiam się, że w obu miejscach - przynajmniej w początkowej fazie - nie jest to porywająca praca. Jak pisze Karol Juchniewicz, zaczyna się od sprzątania zupełnie współczesnych śmieci: gruzu, potłuczonych naczyń, plastikowych toreb, szkła. Dopiero potem robi się ciekawiej. Pojawia się kolejna „warstwa zasypiskowa”. Najwyraźniej jednak nauka posługuje się tu eufemizmem, bo i to określenie oznacza śmieci, tyle że dużo starsze, z różnych okresów, mocno przemieszane i zwiezione z innych miejsc.

Jeszcze niżej są warstwy oryginalne. Pan Karol pisze, że to „materiał ceramiczny w większości hellenistyczny jednak znaleziska późnorzymskich skorup amfor oznaczają, że jest to wciąż zasyp; najprawdopodobniej jednak antyczny”.

Pod nim jednak wreszcie jest coś: podłoga ze śladami paleniska i fragmentem kamiennej konstrukcji. „Odsłonięte fragmenty murów ukazują przynajmniej dwie fazy funkcjonowania pomieszczenia, w którym znajduje się sondaż. Mur późnorzymski został postawiony mniej więcej na linii muru pochodzącego najprawdopodobniej z czasów hellenistycznych a być może nawet wcześniejszych.”

Karolina Pawlik oczyszcza wykop

Karolina Pawlik oczyszcza wykop

To tyle na dziś. Krótko i enigmatycznie, ale kolejne prace przynoszą po prostu coraz to nowe pytania. Mam nadzieję, że wkrótce będą też odpowiedzi. A jutro  - o pomieszczeniu nr 20 i tajemniczych muszlach; jeśli uda mi się skontaktować z ekipą w Jiyeh ;)

00:21, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lipca 2009

Do Szhim dojechał trzy dni temu dr Mahmud el Tayeb z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Sudanu, ale jest Polakiem. - Jestem jak prawdziwy nomada - powiedział mi o sobie, tuż przed wyjazdem. - Co roku jedną nogą w Sudanie, a drugą w Polsce i na wykopaliskach.

Dr Mahmud el Tayeb pokieruje m.in. badaniami etnoarcheologicznymi wokół Szhim. - Chcemy sprawdzić co jest wokół wioski. Poznać architekturę, życie codzienne i posłuchać, co mówią ludzie. Znam arabski więc nie będzie z tym problemu. A ludzie naprawdę dużo wiedzą. Mamy też stare mapy. Powinny pomóc - opowiada. Bardzo żałuje, że w turyści w Libanie chcą zobaczyć Bejrut, Baalbek, dolinę Beka, świątynie i meczety. - A powinni zobaczyć także Szhim. To wspaniała wioska z kamienia, która została zniszczona przez trzęsienie ziemi. Żyli w niej bogaci ludzie. Zajmowali się rolnictwem i produkcją oliwy. Potrafili też zbudować na swoje potrzeby bogate świątynie z bardzo pięknymi mozaikami. Ich życie było bardzo dobrze zorganizowane. Zapasy wody gromadzili w kilku podziemnych cysternach. Ich domy były bardzo funkcjonalne. Bardzo podobne można było oglądać w libańskich wioskach jeszcze w latach 50. XX wieku.

Zdaniem polskich naukowców antyczną wioskę można przywrócić do życia. Można by uruchomić w niej prasy oliwne, bo wszystkie nieorganiczne jej części dobrze się zachowały. Możliwa jest też rekonstrukcja części domów. Poczynili już pewne kroki, by odkryte przez nich miejsce udostępnić turystom. Jakie? O tym napiszę wkrótce.

Nie mam najnowszych zdjęć z Szhim, więc pokażę tym razem te z poprzednich sezonów. Widać na nich jak trudna była praca przy rekonstrukcji mozaiki. Zrobił je dr Tomasz Waliszewski. Uprzedzam: zdjęcia są chronione prawami autorskimi i nie wolno ich kopiować w celu rozpowszechniania.

Rekonstrukcja mozaiki. Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Rekonstrukcja mozaiki. Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Praca w takiej pozycji do łatwych nie należy. Jak długo można wytrzymać w takiej pozycji? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Praca w takiej pozycji do łatwych nie należy. Jak długo można wytrzymać w takiej pozycji? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Może mi się uda namówićnaukowców na opowieść o tym jak rekonstruuje się mozaikę? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.

Może mi się uda namówićnaukowców na opowieść o tym jak rekonstruuje się mozaikę? Fot. Tomasz Waliszewski. Bez zgody autora zdjęć nie wolno rozpowszechniać.


22:24, joannagrabowska_net , Co tam się dzieje?
Link Dodaj komentarz »

Ta niewielka miejscowść leży około 30 km na południe od Bejrutu i 7 km w głąb lądu od Jiyeh. - Jeśli Jiyeh, czyli dawny Porfirejon, jest dużą osadą nadmorską otwartą na świat, to Szhim jest stosunkowo niewielką wsią w górach, oddaloną od głównych tras komunikacyjnych, żyjącą wolniejszym rytmem, który charakteryzuje zresztą górskie wsie w Libanie i dziś - opowiada dr Tomasz Waliszewski. Dodaje, że we współczenym Szhim jest może z 70 domów, a samo stanowisko archeologiczne znajduje się na obrzeżach osady.

Mapa stanowiska w Szhim (chroniona jest prawami autorskimi, nie wolno jej powielać ani rozpowszechniać bez zgody Dr. Tomasza Waliszewskiego)

Mapa stanowiska w Szhim (chroniona jest prawami autorskimi, nie wolno jej powielać ani rozpowszechniać bez zgody Dr. Tomasza Waliszewskiego)

Archeologiczne badanie Szhim rozpoczęło się w 1996 r. I trwa niemal nieprzewanie do dziś. Z archeokalendarza wypadł 2006 r. - z powodu wojny. Przez te wszystkie lata naukowcy dokonli w Szhim wielu bardzo ciekawych odkryć.

Oto informacje o tym miejscu, które otrzymałam od archeologów, i kilka zdjęć.

„Ruiny antycznej wsi...

... rozciągają się na zboczu wzgórza wznoszącego się na blisko 500 m n.p.m. W swoim obecnym kształcie powstała w I wieku po Chrystusie, choć zachowane ślady świadczą, że teren był zasiedlony już w epoce żelaza i okresie hellenistycznym. Poszczególne elementy osady są niezwykle dobrze zachowane. Wzdłuż wąskich uliczek przecinających się pod kątem prostym rozsiadły się domy mieszkalne, tłocznie oliwy, rzymska świątynia, bazylika bizantyjska, a wokół znaleźć można jeszcze dziś ślady kilku nekropoli.

Typowy dom w Chhim miał jedną, prostokątną lub częściej kwadratową izbę, która służyła zapewne jednej rodzinie. Przy ścianach ustawione były ławy murowane z kamieni, w rogu umieszczano piec chlebowy, pośrodku znajdował się często filar podpierający drewnianą konstrukcję płaskiego dachu z ubitej ziemi. Nietrudno spostrzec, że ten opis pasuje doskonale do domu libańskiego znanego w regionie jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Koniec wsi przyszedł w VIII-IX wieku, najprawdopodobniej w wyniku zmiany lokalnej koniunktury na produkty rolne, w tym oliwy.

Bazylika w Szhim. Fot. Tomasz Szmagier (zdjęcia są chronione prawami autorskimi)

Bazylika w Szhim. Fot. Tomasz Szmagier (zdjęcia są chronione prawami autorskimi)

Bazylika chrześcijańska

Została zbudowana 1500 lat temu. To w niej polscy archeolodzy dokonali najbardziej spektakularnych odkryć. Podłoga bazyliki pokryta była wspaniałymi, barwnymi mozaikami. Występujące na nich motywy geometryczne, floralne i figuralne - jak choćby lwica w centralnej części prezbiterium - świadczą o zamożności i guście społeczności, która je zamówiła.

Mozaika podłogowa w bazylice w Szhim. Fot. Tomasz Szmagier (zdjęcie chronione jest prawami autorskimi nie wolno go rozpowszechniać bez zgody autora)

Mozaika podłogowa w bazylice w Szhim. Fot. Tomasz Szmagier (zdjęcie chronione jest prawami autorskimi nie wolno go rozpowszechniać bez zgody autora)

Odkryta przed jednym z bocznych wejść grecka inskrypcja jest niemym świadkiem historii budowli. Prezbiter Tomasz, opiekun kościoła, wymienił w niej swego biskupa Andrzeja i jego biskupa pomocniczego (chorepiskoposa) Iannosa. Pełen błędów ortograficznych tekst zawiera także datę położenia mozaik. Według wszelkiego prawdopodobieństwa miało to miejsce w 498 roku po Chrystusie.

Sanktuarium rzymskie

Pierwotne sanktuarium istniało w tym miejscu już w I w. p.n.e. - I w. n.e. W okresie prosperity w II wieku po Chr. społeczność wsi podjęła decyzję o budowie świątyni ulokowanej na południowym skraju osady. Niewielka budowla w stylu korynckim miała zapewne odpowiadać rozbudzonym ambicjom jej mieszkańców. Nie wiemy jakie bóstwo było w niej czczone, a kres kultu - trwającego w tym miejscu zapewne od dawna - przyszedł wraz z chrześcijaństwem. Świątynię opuszczono, aby naprzeciw niej pobudować w końcu V wieku kościół.

Tłocznie oliwy

Odwiedzających stanowisko zastanawia duża ilość budynki tłoczni oliwy. Ich wnętrza kryją świetnie zachowane instalacje pras, którym brak tylko drewnianych elementów i lin, aby mogły ponownie, po kilkunastu wiekach, tłoczyć oliwę. Do tej pory poznaliśmy cztery takie budynki, piąty widoczny jest na powierzchni. Niektóre z nich noszą ślady nieprzerwanego użytkowania przez siedem wieków. Znaczna liczba rozrzuconych po ruinach wsi elementów pras sugeruje, że swój dostatek mieszkańcy osady opierali w znaczącym stopniu o produkcję ogromnych ilości oliwy, choć nie można zapominać o rolnictwie i hodowli zwierząt.“

 
1 , 2